Najnowsze statystyki mówią, że w ponad 45 % wszystkich przetargów w Polsce występuje tylko jeden oferent. Czy zmiana w ustawie PZP  z 18 października 2014 r rzeczywiście coś zmieniła?Na początek trochę osobistej retrospekcji. W jednym z wpisów na blogu (koniec marca – wpis TUTAJ) komentowałem pierwsze skutki zmiany w ustawie PZP z 18 października 2014 r., wprowadzającej przepis, w myśl którego kryterium ceny może być zastosowane jako jedyne kryterium oceny ofert tylko w sytuacji, gdy przedmiot zamówienia jest powszechnie dostępny oraz ma ustalone standardy jakościowe. Na podstawie dostępnych danych z UZP (cena jako jedyne kryterium dalej dotyczy 69% przetargów, a 92 % przetargów obejmuje nie więcej niż 2 kryteria wyboru ofert) twierdziłem, że delikatnie mówiąc wielka zmiana jakościowa w zamówieniach publicznych pozostaje póki co w sferze „pobożnych życzeń’’.

Dziś do tego „ogródka’’ dołożyć można najnowszy raport Fundacji im . Stefana Batorego. Z ich analiz wynika, że w ponad 45 % wszystkich przetargów w Polsce występuje tylko jeden oferent . Jest to najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej, gorszy niż Estonia, Cypr i Słowacja, czyli kraje, które nie uchodzą jako szczególnie transparentne w zakresie zamówień.

Jaki jest związek między ceną jako jedynym kryterium wyboru, a znikomą liczbą uczestników przetargu? Twierdzę, że bardzo duży. Wielu potencjalnych dostawców nie chce, bądź nie jest w stanie konkurować w „igrzyskach’’ najniższej ceny, podejmując w efekcie decyzję o nie wzięciu udziału w takim  postępowaniu.

Zastosowanie kryteriów pozacenowych teoretycznie powinno zmienić ten obraz. Dlaczego teoretycznie? Pewnie by tak było, gdyby stosowano powszechnie kryteria jakościowe wyboru np. doświadczenie, referencje, technologię, atesty, sposób realizacji, perspektywy rozwoju współpracy. Zamiast tego najczęstsze kryteria to kryteria czasowe: termin dostawy, okres gwarancji, termin płatności. Takie kryteria, jak nie trudno się domyślić, nie zachęcą wielu dostawców do startu w przetargach. Wielkich szans nie mają w wyścigu na najniższą cenę i termin dostawy ci dostawcy, którzy inwestują w rozwój, badania, nowe technologie. Nie trzeba nikogo pewnie przekonywać, że w finalnej cenie jednostki produktu wymienione nakłady muszą być widoczne i nie ma to żadnego związku z marżą.

Jako najczęstszy powód takiego stanu rzeczy –  pasywnego podejścia do przetargów – podaje się tzw. „bezpieczną postawę urzędników’’. Sam niejednokrotnie ze zrozumieniem podchodzę do stanowiska „po co ryzykować z niewymiernymi kryteriami, a tym samym narażać się na to, że drzwi się nie będą zamykać przed różnej maści kontrolerami’’.  Jest to dość oczywista wymówka, ale czy czasem nie przykrywa ona braku umiejętności analizy struktury kosztów posiadania (tzw. TCO), czy co gorsza braku chęci do głębszej analizy rynku. Przecież nikt nie zabrania za pomocą dostępnych narzędzi, takich jak elektroniczne zapytania ofertowe czy nawet e-mail, badać rynku dostawców w ramach zapytania o informacje. Zapytanie o informację dostawców służy nie tylko selekcji dostawców do trybów zamkniętych, ale także poznaniu lepiej technologii, standardów wykonania czy wreszcie wpływu oczekiwanych funkcjonalności na koszt jednostkowy produktu czy usługi.

Podobne