Od dwóch dni trwa oczekiwanie na końcowe wyniki I tury wyborów. Warto zaznaczyć, że system internetowy już działa. Taka kompromitacja nie tylko budzi kontrowersje ale również oskarżenia wobec Państwowej Komisji Wyborczej, z których te o nieudolności są najdelikatniejsze. Co spowodowało taką sytuację?

Gdzie leży geneza problemów?

Na początku oddzielmy emocje od faktów. Nie posuwajmy się do wniosków o tym, że sytuacja podobna jest do modelu białoruskiego, gdzie na wyniki czeka się 5 dni, bądź też, że szybciej liczyło się głosy ręcznie. W listopadzie 2013 r. PKW ogłosiła przetarg na Platformę Wyborczą 2.0, który został unieważniony, ponieważ łamał 11 artykułów ustawy o zamówieniach publicznych. W efekcie KIO nakazała wtedy zmianę całego SIWZ, czyli dokumentu dokładnie określającego specyfikację przetargu. PKW walcząc z czasem (w 2014 roku miały miejsce 2 procesy wyborcze), postanowiła rozpisać postępowanie na kilka mniejszych przetargów.

Wpływ presji wyboru dostawcy

Przetarg na „Zaprojektowanie i wykonanie witryn internetowych wyników głosowania i wyników wyborów wraz z prowadzeniem i administrowaniem” wygrała mało znana firma informatyczna Nabino, która nie mogła się pochwalić żadnym wdrożeniem projektów o skali porównywalnej do Platformy Wyborczej.

Przetarg wygrała, ponieważ była…. jedynym oferentem. Dlaczego jedynym? Bo nikt inny nie chciał zrealizować wdrożenia w 3 miesiące (w grę wchodziła koncepcja, development, konfiguracja, testy). Ryzyko wynikające z braku doświadczenia zostało spotęgowane przez aspekt krótkiego okresu czasu na wykonanie zlecenia.

PKW broni się po omacku

Z dzisiejszej perspektywy, mam wrażenie że PKW broni się właściwie po omacku, twierdząc, że winne jest prawo zamówień publicznych, niedofinansowanie Komisji czy dostawca.
Pomijając dwa ostatnie aspekty, można wskazać co z punktu widzenia ustawy należało zrobić. Według mnie możliwe były dwa wyjścia z tej sytuacji. W pierwszym wariancie, należało zastosować się do orzeczenia KIO, zmienić specyfikację i przeprowadzić od nowa przetarg. W drugim, jeśli zapadła decyzja o przeprowadzeniu małych przetargów, niezbędne było określenie sztywnych zasad w zakresie oczekiwań co do doświadczenia wykonawców. Należało również uniknąć działania pod presją konieczności znalezienia dostawcy i godzenia się na ryzyko braku oferentów, zaś w drugiej kolejności rozpocząć rozmowy z jedną firmą w trybie z wolnej ręki. W ten sposób, przy działaniu w trybie ustawy, zminimalizowane byłoby ryzyko wyboru dostawcy, którego potencjał nie gwarantuje prawidłowej realizacji zamówienia.

Wybrano inną drogę. Możemy więc jedynie cierpliwie oczekiwać na ogłoszenie wyników wyborów.