Urząd Zamówień Publicznych przebadał 11,5 tys. respondentów. Z ankiety wynika, że zamawiający ciągle nie są przekonani do wykorzystywania urządzeń elektronicznych w postępowaniach przetargowych- podaje Dziennik Gazeta Prawna.

Ponad 43 proc. zamawiających w żadnym z postępowań nie przewidziała możliwości elektronicznej formy wymiany informacji z wykonawcami. 22 proc. z nich zaakceptowało e-mail, ale w niewielu postępowaniach. Jedynie dla 35 proc. wykorzystanie Internetu było regułą we wszystkich, albo przynajmniej w większości przeprowadzonych przetargów – podaje Dziennik Gazeta Prawna. Dane dotyczą 2013 roku i dotyczą próby 11.5 tys. respondentów przebadanych przez Urząd Zamówień Publicznych.

Z tego samego badania płyną dalsze ciekawe wnioski, najmniej skłonni do korzystania z elektronicznej formy komunikacji z dostawcami, byli ci spośród zamawiających, którzy realizowali mało postępowań. Z zamawiających, którzy w ogóle nie dopuszczali tej formy komunikacji, 59 proc. udzielało w ciągu roku 3 lub mniej zamówień, 19 proc. – od 4 do 10 zamówień, 12 proc. – od 11 do 25 zamówień, 10 proc. – ponad 25 zamówień.

Idąc dalej,  80 proc. zamawiających nigdy nie wprowadziło do swoich przetargów takiej opcji. Zaledwie 15 proc. odpowiedziało, że zdarzało im się dać wykonawcom taką możliwość, ale w nielicznych postępowaniach.

Wyniki badania można uznać za mocno porażające, w szczególności jeśli to zestawimy z najnowszymi Dyrektywami  Komisji Europejskiej  wskazującymi na prymat a przynajmniej równoważność elektronicznej formy postępowania z tradycyjną papierową.  Podobnie jak ten stan odniesiemy do sfery przedsiębiorstw powszechnie korzystających z systemów zakupowych umożliwiających przeprowadzenie wyboru dostawcy elektronicznie i udzielanie na tej podstawie zamówień w analogicznej formie.

Skąd takie wyniki?

Badani zamawiający to w zdecydowanej większości przedstawiciele administracji samorządowej i centralnej. Gwoli sprawiedliwości dodać należy, że sprawy nie ułatwiają także same przepisy Pzp, wciąż uznają formę pisemną za podstawową, chociaż dopuszczają również formę elektroniczną oferty. W takim przypadku oferta musi być jednak sygnowana bezpiecznym podpisem elektronicznym opatrzonym ważnym certyfikatem kwalifikowanym.  Formalności, choćby dotyczące procedury weryfikacji e-podpisu mogą rzeczywiście zniechęcać.

Nie można nie wspomnieć  o kontrolach ex post. Przysłowiowy wizerunek kontrolera przeglądającego  stertę dokumentów,  jest w rzeczywistości wciąż realny.

A poza tym odejście od papieru wymaga zmiany mentalnej,  a takie zmiany jak wiadomo przebiegają z największymi oporami.

Podobne