Jawa czy sen? Czy taki poziom integracji jest możliwy, wykonalny przy dzisiejszej technologii, w jednym miejscu, w jednej platformie ? – pytanie pozostawiam jako otwarte. Chciałbym jednocześnie zaznaczyć, iż to co rynek nazywa dziś platformami zakupowymi, nie jest tym, o czym piszę poniżej.

Jest 22:06, 5 maja, 2014 – Bohater dostaje SMS-a z informacją, iż jest kupiec na jego produkty. Właśnie przyszły trzy zapytania ofertowe i dwanaście zamówień (systemy produkcyjne klientów nie zawodzą). Pośpiesznie logując się do mobilnego systemu platformy, przegląda zapytania ofertowe. Zamówienia mogą poczekać, bohater wie, że ustawienia systemu pozwalają na automatyczną obsługę zamówień o określonej godzinie i zapewne już o 8:00 towar będzie zapakowany i gotowy do wysyłki. Jeszcze tylko odczyt bar-codów na paczkach i system automatycznie powiadomi odbiorcę, iż przesyłki są w drodze. Jeśli nie dostał informacji SMS o brakach magazynowych, całość odbędzie się bez ingerencji człowieka. 10 odbiorców zgodnie z warunkami kontraktów dostanie swój towar, podzespoły, części zamienne.

Bohater czekał od paru dni na zapytania ofertowe, stąd ta nerwowość. Pośpiesznie klika w maila. System mobilny automatycznie loguje go do aplikacji, gdzie może przejrzeć zapytania. Szuka. Są.

Pierwsze, duża sprawa 10 000 sztuk, dostawa na pojutrze. System podpowiada produkty, posiadane przez bohatera jako zbliżone do treści zapytania, pokazując historię ofertowania w podobnych zapytaniach. Dwa kliknięcia w ekran i oferta złożona, jeszcze tylko pytanie czy aby na pewno składa taką oto ofertę. System przetwarza zapytanie i bohater dostaje informację,  iż oferta została złożona i jest ważna. Data rozstrzygnięcia 10:00 dnia następnego. Jeśli wygra 10:05 dostanie maila z informacją o realizowanym zamówieniu. Przelicza w głowie, ile zarobi na tym zamówieniu, wtedy przypomina sobie, iż system potrafi policzyć jego marżę, co więcej może sięgnąć do kosztów zakupu danego towaru i wpisując marże, ofertować na określonej marży. Marże definiuje na poziomie grupy produktowej, w przypadku tego zapytania system zrobił to automatycznie.

Następne zapytanie – konieczność wysłania informacji do poddostawcy, przekazuje zapytanie, bez wskazania źródła do swojego dostawcy. Wysyłając, dopisuje PILNE – proszę o szybką informację ze względu na czas składania ofert – 13:00 dzień następny. Myśli „mogę nie zdążyć”, ale wtedy przypomina sobie, iż SLA odnośnie odpowiedzi, jakie ustalili razem w umowie wynoszą, nie pamięta – dwa kliknięcia – wyszukuje warunki umowy – są 2h robocze – więc spokojnie zdąży…

Trzecie zapytanie musi poczekać na rano, wymaga konsultacji  z działem technicznym – tego jeszcze nie może załatwić w systemie – przesyła dalej treść zapytani i zakłada spotkanie z głównym technologiem na 9:00 rano. Zasiada wygodnie w fotelu, zadowolony, że przed snem wykonał mnóstwo pracy i zajęło mu to dosłownie pięć minut…

***

Czy brakuje nam takich rozwiązań jak wyżej, czy już do nich dorastamy jako „nowocześni przedsiębiorcy i managerowie”, czy nasze organizacje są na to gotowe? Śmiem twierdzić, że niestety nie… Co nas zatem powstrzymuje ? Technologia  – jest na miejscu, środki komunikacji jak najbardziej  – przeszkody niestety najczęściej są w naszych głowach i naszym podejściu do sourcingu i procurementu w wersji – dziś tu i teraz – negocjacje, wyciskanie ostatniej złotówki, cele wartościowe a nie jakościowe.

Niestety to co powyżej opisano to już element przeszłości, dziś liderzy na świecie są w innym miejscu – a my, mam wrażenie, wciąż boimy się zrobić krok do przodu… (milowy).

Podobne