Z danych Urzędu Zamówień Publicznych wynika, że w pierwszej połowie kwietnia  br. ogłoszono ponad 9 tys. przetargów publicznych. Dla porównania, w analogicznym okresie roku poprzedniego ich liczba była prawie o połowę mniejsza (5450).

Czym jest spowodowany ten gwałtowny wzrost? Pojawienie się na rynku dużej transzy środków publicznych, wiosennym startem robót budowlanych? Odpowiedź jest dużo bardziej prozaiczna: nowym terminem wejścia w życie nowej ustawy, który był planowany na 18 kwietnia (obecnie mówi się o  końcu kwietnia).

Czy nowa ustawa jest tak rewolucyjna, że boją się jej zamawiający? Tak, zakres zmian nie jest może rewolucyjny, ale znaczny.  Stosowanie w kryteriach oceny TCO, cena maksymalnie 60 % wartości zamówienia – są to zmiany radykalne z punktu widzenia zamawiających. Do tego należy doliczyć brak vacatio legis (wyjątkiem jest pełna elektronizacja e-zamówień). W efekcie, w myśl starej zasady „lepsze jest wrogiem dobrego’’ zamawiający wolą nie czekać, narazić się na ewentualne błędy skutkujące unieważnieniem postępowania i „wypchnąć co się da’’ przed wejściem w życie nowych przepisów.

Podobne