Niskie stawki za wywóz nieczystości oraz budowa systemu recyklingu i odzysku odpadów przez gminy – to główne argumenty za wprowadzeniem zamówień in house jako rozwiązania jeśli chodzi o utylizację odpadów, którą reguluje ustawa śmieciowa. Głos sprzeciwu wobec ustawy dobiega ze strony zainteresowanych dostawców zajmujących się właśnie wywozem i zagospodarowaniem odpadów.

Nowa dyrektywa Parlamentu Europejskiego (2014/24/UE z 26 lutego 2014 r.) w sprawie zamówień publicznych, obowiązująca od 18 kwietnia 2014 r., wskazuje, iż w przypadku gdy zamawiający kontroluje spółkę (spółka komunalna), a spółka ta prowadzi zasadniczą część swojej działalności na rzecz zamawiającego, może on zlecić wykonanie usługi bez trybu przetargowego. Udzielone wtedy zostanie tzw. zamówienie in house dla spółki zależnej. Można je udzielić w trybie niekonkurencyjnym z wolnej ręki.

Jak się okazuje, w polskich realiach takie rozwiązanie może zostać implementowane w pierwszej kolejności w ramach nowelizacji tzw. ustawy śmieciowej. Za wprowadzeniem in house opowiada się liczne grono samorządowców. Głównymi argumentami jest monopolizacja rynku przez duże firmy, mogące dyktować niskie stawki za wywóz nieczystości, oraz konieczności budowy systemu recyklingu i odzysku odpadów przez gminy.

Drugi argument rzeczywiście wydaje się być przekonywujący. Stała współpraca z jedną firmą, a najlepiej spółką komunalną, na pewno ułatwi realizację celu, jakim jest uzyskanie przez gminy co najmniej 50 %- owego poziomu recyklingu i przygotowanie do ponownego użycia takich odpadów komunalnych jak: papier, metale, tworzywa sztuczne i szkło oraz minimum 70 %-owego poziomu dla odpadów budowlanych i rozbiórkowych, do końca 2020 roku.

Muszę przyznać, że pierwszy argument wydaje się być dość przewrotny. Czy odejście od konkurencyjnego wyboru naprawdę uchroni przed monopolizacją rynku? Sądzę, że efekt będzie dokładnie odwrotny – ograniczenie rynku usług, a być może z czasem także obniżenie standardów jakościowych.

Podobne